Brzęczą, kąsają i skutecznie testują naszą cierpliwość podczas letnich wieczorów nad jeziorem. Przez większość z nas są traktowane jak nieproszeni goście wakacji. A gdyby spojrzeć na nie inaczej? Okazuje się, że komary to nie tylko uciążliwi krwiopijcy, ale również zapylacze, sprzątacze wód i… ważne ogniwo ekosystemu Warmii i Mazur. O tym, dlaczego warto je lepiej poznać, opowiada dr hab. Stanisław Czachorowski, prof. Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego. Robi to z humorem, dystansem i pasją, dzięki którym nawet o komarach można mówić z sympatią.

Grafika wygenerowana przez AI


Komar – wróg publiczny numer jeden?

Komary nie mają łatwego życia. Mało kto czeka na ich przylot z utęsknieniem. Nie budujemy dla nich hoteli, nie robimy im zdjęć, nie zachwycamy się ich urodą. Gdy tylko usłyszymy charakterystyczne bzyczenie przy uchu, odruchowo zaczynamy machać rękami.

Nic dziwnego.

„Do komarów, jako do owadów, odnosimy się negatywnie i niechętnie. Już sama nazwa, jaką przed wiekami im nadaliśmy, wskazuje, że wadzą, przeszkadzają” – zauważa prof. Stanisław Czachorowski.

To skojarzenie nie wzięło się znikąd. W wielu częściach świata komary są najgroźniejszymi zwierzętami dla człowieka, bo przenoszą malarię, dengę czy gorączkę Zachodniego Nilu.

Na szczęście Warmia i Mazury to zupełnie inna historia.

„W naszym regionie takiego zagrożenia nie ma. Pozostają jedynie swędzące miejsca po kłujkach komarów.”

Profesor dodaje jednak coś, co trudno usłyszeć od osoby, którą właśnie pogryzły komary.

„Tak, komary są dokuczliwe, ale dodają swoistego uroku latu nad jeziorami i rzekami Warmii i Mazur. To swoisty koloryt i dodatkowa przygoda, skłaniająca do głębszych refleksji nad światem i ludźmi.”

I właśnie od tej refleksji warto zacząć.


Komar komarowi nierówny

W Polsce żyje 47 gatunków komarów, ale większość z nas wrzuca je wszystkie do jednego worka. Tymczasem każdy gatunek ma własne zwyczaje, ulubione siedliska i preferencje żywieniowe. Co więcej – nie każdy komar interesuje się człowiekiem.

Największym zaskoczeniem okazuje się jednak to, że… nie wszystkie komary piją krew.

A właściwie – robią to wyłącznie samice.

I wcale nie dlatego, że są bardziej złośliwe.

„Jako troskliwe matki dbają o dobre odżywianie, by złożyć jak najwięcej jaj. Dbają więc o swoje potomstwo.”

Nagle owad, którego przed chwilą chcieliśmy przepędzić, okazuje się po prostu… zapobiegliwą mamą.

Samce natomiast przez całe życie żywią się wyłącznie nektarem.

Tak. Komary odwiedzają kwiaty.

„Samce odżywiają się tylko nektarem. Samice czasem także. Zatem i komary należą do owadów zapylających.”

Nie zastąpią pszczół ani trzmieli, ale są kolejnym elementem wielkiej układanki, którą nazywamy ekosystemem.


Komary mają swoich ulubieńców

Pewnie każdy zna osobę, która po wieczornym spacerze wraca z dwudziestoma bąblami, podczas gdy inni nie mają ani jednego ukąszenia.

Przypadek?

Nie.

Komary doskonale wiedzą, kogo szukają.

Wyczuwają wydychany przez nas dwutlenek węgla, temperaturę ciała, ale także… bakterie żyjące na naszej skórze.

„Tworzą one zapachowy podpis człowieka. Dlatego różne osoby pachną inaczej i komary mają swoich ulubieńców.”

Brzmi niemal romantycznie. Dla komara każdy z nas ma własny, niepowtarzalny zapach.

Na szczęście możemy trochę utrudnić im zadanie. Profesor zamiast od razu sięgać po chemię, zachęca do wykorzystania tego, co daje natura. Lawenda, mięta, melisa, bazylia, rozmaryn czy pelargonia cytrynowa wydzielają substancje, których komary nie lubią.

„Możemy zaplanować swój własny ogród nieprzyjazny dla komarów. Polecam stosowanie środków naturalnych. Nie dość, że nam nie szkodzą, to jeszcze ładnie pachną.”


Większość życia spędzają tam, gdzie ich nie widzimy

Komary kojarzymy z letnim wieczorem. Tymczasem najważniejszą część życia spędzają pod wodą.

Ich larwy rozwijają się w kałużach, rozlewiskach, rowach, mokradłach i przy brzegach jezior. Tam filtrują wodę, żywiąc się drobnymi organizmami oraz rozkładającą się materią organiczną.

„Można w uproszczeniu powiedzieć, że oczyszczają wodę.”

Są przy tym prawdziwymi mistrzami przetrwania. Potrafią zasiedlić niemal każdy niewielki zbiornik – od beczki z deszczówką po wodę zgromadzoną w starej puszce pozostawionej w lesie.

To właśnie dlatego tak dobrze odnajdują się w świecie, który nieustannie się zmienia.


Bez komarów nie byłoby ryb, nietoperzy i jerzyków

Dla nas komar jest irytującym owadem. Dla wielu zwierząt – po prostu obiadem.

Larwami żywią się ryby, płazy i liczne wodne bezkręgowce. Dorosłe komary zjadają ważki, jaskółki, jerzyki, a nocą – nietoperze.

I robią to z ogromnym apetytem.

„Jeden nietoperz w ciągu jednej nocy może zjeść dwa–trzy tysiące komarów. Jerzyk nawet do dwudziestu tysięcy owadów dziennie.”

Profesor nie ma wątpliwości, co z tego wynika.

„Zadbajmy więc o miejsca noclegowe dla nietoperzy i o ich zimowiska. Zadbajmy o jerzyki i inne ptaki owadożerne. To nasi sprzymierzeńcy.”

A potem dodaje jeszcze jedną uwagę.

„Nie trujmy komarów chemią, bo i siebie w ten sposób pośrednio trujemy. Pozwólmy innym zwierzętom pozjadać komary.”

Czasami najlepszym środkiem na komary okazuje się dobrze funkcjonująca przyroda.


Ekolog jest trochę jak detektyw

Dla większości z nas komary są po prostu komarami.

Dla ekologa są wskazówką.

„Ekolog, niczym wprawny detektyw, po składzie gatunkowym oraz liczebności komarów potrafi wiele wywnioskować o tym, co aktualnie dzieje się w środowisku.”

Podobnie jest z chruścikami – grupą owadów, którą profesor bada od kilkudziesięciu lat.

Ich obecność lub znikanie potrafi powiedzieć bardzo wiele o stanie jezior i rzek.

Zanik torfowisk, obniżający się poziom wód, postępująca susza czy eutrofizacja jezior (proces przeżyźniania wód) – wszystkie te zmiany zapisują się w świecie owadów znacznie szybciej, niż dostrzega je człowiek.

„Brakuje tylko rąk do pracy…” – mówi profesor, podkreślając, że bez systematycznych badań trudno ocenić skalę zmian zachodzących w regionie.


Kto posprząta świat bez owadów?

Choć najwięcej mówi się o pszczołach, świat owadów to tysiące gatunków wykonujących pracę, której człowiek nie byłby w stanie zastąpić.

Jedne zapylają rośliny.

Inne rozkładają martwe drewno.

Jeszcze inne usuwają odchody zwierząt.

Profesor obrazuje to przykładem Australii, gdzie po sprowadzeniu bydła miejscowe owady nie radziły sobie z rozkładaniem krowich odchodów. Dopiero sprowadzenie odpowiednich gatunków z innych kontynentów rozwiązało problem.

I wtedy rzuca pytanie, które wywołuje uśmiech.

„Wyobraźmy sobie Polskę, gdy zabraknie naszych owadów koprofagicznych (gatunki zasiedlające odchody zwierząt). Kto będzie chodził po łąkach i pastwiskach z szufelką zbierał krowie placki?”

To żart. Ale jak większość dobrych żartów – niesie ze sobą bardzo poważną prawdę.


Dom z cegieł

Czy świat bez komarów byłby lepszy?

Intuicja podpowiada, że tak.

Ekologia odpowiada ostrożniej.

„Ekosystemy to bardzo złożone układy, które możemy porównać do ceglanego domu. Po wyciągnięciu jednej cegły zapewne nic się nie stanie. Ale jeśli zaczniemy wyciągać kolejne, cały budynek może się zawalić.”

Komary są jedną z takich cegieł.

Może nie najbardziej lubianą.

Ale potrzebną.

Dlatego profesor przestrzega przed pomysłem całkowitego wyeliminowania ich z naszego otoczenia.

„Byłoby to jak leczenie wrzodu na dłoni przez ucięcie sobie całej ręki. Koszty uboczne będą zbyt duże. Nie warto.”


Nie ma tego złego (swędzącego)…

Na koniec profesor po raz kolejny odwraca naszą perspektywę.

Żyjemy coraz bardziej sterylnie. Dezynfekujemy ręce, unikamy błota, eliminujemy bakterie, pasożyty i wszystko, co wydaje się niebezpieczne. Tymczasem nasz układ odpornościowy potrzebuje kontaktu z naturą.

„W naszym sterylnym środowisku brakuje treningu dla układu odpornościowego. Stąd wysyp alergii i wielu chorób cywilizacyjnych.”

Czy to oznacza, że warto czasem odpuścić perfekcyjną czystość?

„Wakacje to dobry czas, by gołymi rękoma pobrudzić się w ziemi i błocie oraz dostać małą porcję »szczepionki« za sprawą komarów.”

A chwilę później stawia kropkę nad „i”:

„Nie ma tego złego (swędzącego), co koniec końców na dobre by nam nie wyszło.”

I chyba właśnie w tym jednym zdaniu najlepiej zawiera się filozofia Warmii i Mazur.

To miejsce nie jest piękne dlatego, że zostało podporządkowane człowiekowi. Jest piękne dlatego, że wciąż rządzi się własnymi prawami. Są tu jeziora, trzcinowiska, bagna, nietoperze, jerzyki i tysiące gatunków owadów. Także komary.

Można się na nie złościć. Można przed nimi uciekać. Ale warto pamiętać, że są częścią przyrody, dzięki której ten region jest tak wyjątkowy.

Bo na Warmii i Mazurach GENeralnie jest GENialnie. Nawet jeśli czasem coś nas przy tym… zaswędzi.


Wszystkie cytaty wykorzystane w artykule pochodzą z wywiadu przeprowadzonego z dr hab. Stanisławem Czachorowskim, prof. Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie specjalnie na potrzeby kampanii GEN Warmii i Mazur.