Miał poukładane życie w Warszawie, stabilną pracę i konkretną ścieżkę kariery. Po pracy w stolicy wrócił na Warmię i Mazury i zaczął działać w rodzinnej firmie w Olsztynie.
Dziś Michał Tomczyk tworzy rzemieślnicze pieczywo, które smakuje jak dawniej i udowadnia, że czasem warto wszystko… przemielić od początku.
Warszawa – życie „jak trzeba”
Michał Tomczyk ukończył studia ekonomiczne w Warszawie i tam też rozpoczął swoją zawodową drogę. Praca w korporacji, uporządkowana codzienność, jasno wytyczony kierunek – wszystko było „tak, jak powinno być”.
Można powiedzieć: stabilnie, przewidywalnie, bezpiecznie.
Powrót na Warmię i Mazury
Życie jednak napisało inny scenariusz. Michał wrócił do Olsztyna, by pomóc rodzinie w prowadzeniu biznesu. To miał być etap przejściowy, ale rzeczywistość szybko zweryfikowała plany.
Pojawiły się problemy, stres i niepewność.
I wtedy – trochę niepozornie – pojawił się chleb.
Punkt zwrotny
Zaczęło się prosto: od potrzeby zadbania o zdrowe jedzenie dla rodziny. Michał zaczął sam piec chleb.
Szybko odkrył, że to nie tylko sposób na lepsze pieczywo, ale też na… radzenie sobie ze stresem. Wyrabianie ciasta wymagało skupienia, cierpliwości i uważności – działało jak reset w trudnej zawodowej rzeczywistości.
Z czasem hobby zaczęło przeradzać się w coś poważniejszego.
Nauka od podstaw i pierwsze sukcesy
Michał postawił na naukę u praktyków. Jeździł, podpatrywał, pracował nawet za darmo, by zobaczyć, jak powstaje prawdziwy chleb. Trafiał na ludzi, których łączyła jedna idea: robić żywność uczciwie.
Później wrócił na chwilę do Warszawy, na praktyki – pracował m.in. w piekarni i cukierni, gdzie uczył się rzemiosła od podstaw.
Nie zawsze było łatwo. Pierwsze croissanty? Do poprawki.
Ale był też sukces – konkurs piekarni Cymes, w którym jego chleb „Sycylijczyk” zdobył uznanie i trafił do produkcji.
Decyzja, która zmieniła wszystko
Przez długi czas pieczenie pozostawało pasją, a głównym źródłem utrzymania była praca w rodzinnej firmie w branży, która z pieczywem nie miała nic wspólnego.
Aż przyszła pandemia.
Biznes zaczął zwalniać, trzeba było podejmować trudne decyzje. Wtedy Michał zrobił coś, na co nie każdy by się odważył – postawił wszystko na piekarstwo.
Od pasji do miejsca z charakterem
W 2020 roku powstała jego rzemieślnicza piekarnia.
Każdego dnia powstają tu chleby na naturalnym zakwasie, bagietki, bajgle i autorskie wypieki… i to TU rodzą się Zakwasanty!
Proces wciąż opiera się na czasie, jakości i rzemiośle — bez dodatków i ulepszaczy, za to z ogromną dbałością o smak i skład.
Smak, który ma korzenie
Michał korzysta z lokalnych produktów – mąk z Warmii i Podlasia i sięga po tradycyjne metody, jednocześnie inspirując się światem.
Ciekawostka? Francuski „poolish” ma swoje korzenie w Polsce — to rodzaj zaczynu drożdżowego, który trafił do Francji dzięki Polakowi, a jego pierwotna nazwa brzmiała „polisz”. Z czasem została ona dostosowana do francuskiej wymowy.








>



